środa, 16 marca 2011

Panda na wykończeniu

CZY JA WYKOŃCZYŁAM PANDĘ CZY PANDA MNIE?


    Ta historia zaczęła się około dwa lata temu, kiedy to owładnięta zamiarem zrobienia zabawek na drutach, zostałam obdarowana książką Fiony McTague "Włóczkowe przytulanki". W tym to wydawnictwie natrafiłam na wzór misia pandy. Tak bardzo pragnęłam go zrobić, że nie przeraził mnie nawet poziom trudności, który w trzystopniowej skali został określony właśnie na trzy. 
    Wyobrażałam sobie, że będzie to duża panda przytulanka. Zakupiłam włóczke, której spokojnie wystarczyłoby na trzy przytulanki i zasiadłam do pracy. Ten etap pominę jednak milczeniem. Nigdy, przy żadnej robótce nie napracowałam się tyle i nie straciłam tyle cierpliwości, a efekt końcowy i tak był fatalny. Nie każde marzenie, jak widać się spełnia. Nastąpił etap knucia, jakby się tej pandy pozbyć (zdjęcia się nie zachowały, ale uwierzcie mi, nie chcielibyście tego oglądać). 

     Pewnego poranka Pan X przymierzał się do wyrzucenia śmieci. Sprytnie zapakowałam do nich także pande. Zadowolona z siebie, że nie muszę już oglądać niechlubnego dzieła oddałam się obowiązkom codziennym. Ale jeśli myślicie, że to koniec historii, to z przykrością stwierdzę, że niestety nie.


    Wieczorem tego samego dnia Pan X powrócił, ale nie sam. Powiedział sprytnie, że ma "coś" dla mnie. Jako, że lubię niespodzianki, zaczęłam podskakiwać jak małe dziecko, któremu się daje lizaka i próbowałam odgadnąć cóż to takiego. Kiedy wyczerpałam już wszystkie pomysły, Pan X wyciągnął...... uwaga...  PANDĘ :/ "chyba oszalał" pomyślałam. Tłumaczył się, że chciał uratować moje dzieło i był pewny, że się ucieszę.


   Poddałam się i wyniosłam ją na strych. Leżała tam pomiędzy innymi niechcianymi rzeczami, aż postanowiłam ją naprawić. Efektem tych napraw było stworzenie nowej Pandy, takiej dużej o jakiej marzyłam dwa lata temu. Dzięki temu, że Prototyp przetrwał uniknęłam kilku błędów. I jak tu nie być szczęśliwym. 

17 komentarzy:

  1. :) Fajna! Ja też mam pandę na koncie ale moja była dość grzeczna i dała się zrobić bez sprzeciwów :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Rzeczywiście duża i piękna ta panda. Tym bardziej kochana, że rodziła się w bólach ;-)...
    Podziwiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajna historia, wyobrażam sobie Twoją minę jak zobaczyłaś niespodziankę od Pana X :)))
    Panda kapitalna, bardzo mi się podoba!!!
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Sam opis powstawania pandy spowodował że już ją polubiłam.Jest piękna i popatrz jaka szczęśliwa że pozwoliłaś jej ''zaistnieć''.Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  5. No i jest panda jak się patrzy!Zdumiewające ale ja tez mam za sobą pandę! Podarowałam ją komuś.Jakoś całkiem przyzwoicie mi wyszła.
    Ta Twoja jeszcze ciepła panda czy ma gdzieś zameczek umożliwiający wyjęcie środka i potem pranie?Przy białym to b.ważne.

    OdpowiedzUsuń
  6. A ja jeszcze żadnej przytulanki nie popełniłam i na razie nie będę,ale może jak mnie moje dzieci obdarują wnuczkiem-ką?A Twoja panda jest cudowna:)Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  7. AiraArt, chciałabym, aby kolejna panda w moim wykonaniu, jeśli taka będzie, powstała bez sprzeciwów.

    Janola, panda rzeczywiście jest duża, nie mam nawet gdzie jej trzymać, dlatego wciąż ją przestawiam :) Co nie oznacza, że jest niechciana, wręcz przeciwnie :)

    Guga, oj tak moja mina była wtedy bezcenna :) a Pan X jest jak zwykle bezkonkurencyjny :)

    juta, cieszę się, że mój opis pozwolił Ci polubić zabłąkaną Pandę :)

    malaala, myślę, że byłby to ciekawy pomysł na imię - Słodziak :)

    tkaitka, niestety moja Panda nie ma zameczka :( myślałam, że w razie prania wsadzę ją w całości do hałaśliwego urządzenia, zwanego pralką i włączę jakiś bezpieczny program. Ale nie wiem co z tego wyjdzie :/ Oby tylko dobre rzeczy :)

    Lucynka, napewno polubisz robienie zabawek :)

    OdpowiedzUsuń
  8. panda urocza :) widzisz, starej chciałaś się pozbyć, a okazała się taka pomocna!
    chyba poszukam takiej książki, byleby była po polsku ;)
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Agata, książka jest po polsku. Ja ją zakupiłam na stronie www.kdc.pl

    OdpowiedzUsuń
  10. Śliczna ta panda. Wyszła Ci super. Zrobienie tak dużej maskotki nie jest łatwe wiem coś o tym. W tamtym rok robiłam dwa takie duże misie. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  11. Z praniem chyba nie powinno być problemu. Ja swoje szydełkowe maskotki piorę w pralce tem 30 stopni i już nawet wiruje i nic im się nie dzieje. Czym wypychałaś?

    OdpowiedzUsuń
  12. eve-jank, nie wiem jak nazwać ten materiał do wypychania. Uzyskałam go prując stare, ozdobne poduszki, tam był specjalny materiał do wypychania. Poduszki też kiedyś były prane i nic się im nie stało, tzn. nie straciły swoich kształtów. Mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  13. Super panda. Też mam już takie dwie na moim koncie robótkowym. pozdrawiam i zapraszam do siebie ;) nevermorequeen.blox.pl

    OdpowiedzUsuń
  14. @nevermorequeen@ dwie pandy??? podziwiam, bo ta praca wymaga dużo cierpliwości. Napewno odwiedzę Twojego bloga :)

    OdpowiedzUsuń
  15. pozno komentuje, ale dopiero teraz trafilam na Twoja pande na Twojego bloga, teraz zaczyna sie moja przygoda z wloczka, drutami, zamiary wykonania jakis maskotek czekaja na realizacje i ... na umiejetnosci :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na komentowanie nigdy nie jest za późno :):):)

      Usuń