piątek, 28 stycznia 2011

Meksykański macho

    "Im bardziej będziesz zorganizowana tym więcej czasu pozostanie na przyjemności" - czyli druty :). Często dopada mnie pokusa porzucenia obowiązków domowych na rzecz przyjemnego dziergania. Szybko jednak schodzę na ziemię i zmieniam nastawienie. Zabieram się do sprzątania i rozpoczynam wyścig z czasem. Ciągle staram się wykraść go jak najwęcej na przyjemności :)
   A kiedy już mogę się zatracić w moim dzierganiu, to świat dla mnie nie istnieje. Mogę śledzić zarówno ciekawe jak i nudne filmy, te drugie potrafię jakoś ścierpieć jedynie dzięki drutom.  W trakcie jednego z takich śledztw stworzyłam towarzysza dla aniołka o ognistej naturze. Meksykański macho swą nazwę zawdzięcza obszernemu kapeluszowi i obłędnemu spojrzeniu.



  Aniołek został stworzony z końcówek włóczek i kolorowych koralików. Wzór bazowy dla aniołka znajdziecie na Lucy Bug Patterns. Reszta zależy jedynie od waszej wyobraźni. 
  Ja ubrałam aniołka w ogrodniczki. W celu wykończenia twarzy i stóp, zakupiłam pomarańczowy sznur, zróżnicowanych pod względem wielkości, korali. Oczy stworzyłam z małych, białych koralików na których narysowałam  brwi i źrenice.

  Meksykański macho służy jako ozdoba mojego kaktusa. Kiedy rano odsłaniam zasłonę, nie potrafię się nie uśmiechnąć, patrząc na jego obłędne oczy. 
 


środa, 26 stycznia 2011

Podkładki

   Nawet z końcówek włóczek można wyczarować coś, co okaże się nie tylko zachwycające dla oka, ale i pożyteczne dla domu. Dziś w roli głównej podkładki pod kubki.

   
   Jako zapobiegawcza, prawie Włóczkowa Pani Domu, chciałam uniknąć "ozdabiania" ławy odciskami kubków. Rozwiązanie wydawało się tylko jedno: PODKŁADKI. 


    Początkowo postanowiłam kupić jakieś wyjątkowe filcowe lub oryginalne bambusowe podkładki, ale albo cena mi nie odpowiadała, albo jakość. Odłożyłam wieć poszukiwania. 

   
   Pewnego dnia sięgnęłam po książke Debbie Bliss "Modne swetry dla dzieci" i tam natrafiłam na motyw wiewiórki. Wtedy zaczął kiełkować we mnie pomysł.

  
   Pełna zapału zabrałam się do pracy. Oczywiście, jak to już bywa w moich planach, musiałam modyfikować moje pomysły. Początkowo chciałam umieścić tylko jedną wiewiórkę na głównej podkładce, ale dla nadania jej ładnego kształtu, dodałam drugą.

   
   Potem poszło już szybko. Kolory podkładek były dyktowane końcówki włóczek. Jedną z moich włóczkowych podkładek ozdobiłam dwoma listkami. 

   Co najważniejsze podkładki są funkcjonalne. Nie martwię się plamami na nich, łatwo można je usunąć. A ława przestała świecić kólkami.
   
POMYSŁ NA PREZENT





Chomikowanie

    "W domu jest miejsce tylko na rzeczy potrzebne, piękne lub o dużym znaczeniu sentymentalnym"
    Anthea Turner "Perfekcyjna Pani domu

    W ramach pozytywnego myślenia, pozbywania się niepotrzebnych rzeczy i rozbierania choinki dokonałam przeglądu stosu bombek, starych kartek i reklamowek z wizerunkiem mikołaja. To przerażające ile niepotrzebnych rzeczy kryje mój dom. Chomikuje wszystko i wszędzie z nadzieją, że przecież kiedyś się przyda. 
    W rzeczywistości, kiedy naprawde potrzebuje czegoś "zachomikowanego", to nawet nie pamiętam, że w szarym kartonie pod trzecim pudełkiem z swetrami sprzed dwudziestu lat, TO się właśnie znajduje. Jakie są tego konsekwencje? 
    Kupuje! W ten sposób rośnie lista rzeczy przechowywanych z etykietką "przyda się" i sterta typu "musiałam kupić, bo nie miałam". 
     A co się dzieje, kiedy pełne zapału, zasiadam do przeglądania Moich Skarbów z zamiarem ich uprzątnięcia? Powracające wspomnienia nie pozwalają nic wyrzucić. Ale biorę się za siebie i zaopatrzona w zasady "Perfekcyjnej Pani domu", przedzieram się przez strych.
     Sprzedaje, Oddaje, odzyskuje i wyrzucam... I wciąż postanawiam nie gromadzić...
    

piątek, 21 stycznia 2011

Pudełko na włóczkowe robótki

   Nie widzę przeszkód, a jedynie możliwości. Lubię wszystko ubierać we włóczkę i nie mam w tym zahamowań. Czego ta ja już nie obdziergałam...
    Tym razem zabrałam się za smutne, szare pudełko z pokrywą, które było już trochę nadszarpnięte przez ząb czasu. Najbardziej czasochłonne było zaplanowanie każdego elementu pudełka: motywu, koloru włóczki, rodzaju splotu. Mój projekt w trakcie pracy był na bierząco modyfikowany, ponieważ wciąż miałam nowe pomysły, a jedno duże pudło, okazało się jednak zbyt małe, żeby je wszystkie pomieścić. Marzyłam, aby moje pudełko wyglądało jak skrzynia z skarbami. To się nie udało, bo zabrakło wypukłego wieka :) ale efekt mnie zadawala. 
    Dzięki pudełku unikam bałaganu i rozrzucania moich dział po wszystkich kątach pokoju. Aby mieć w nim więcej miejsca, rozdaję niektóre robótki. W ten spozób pożegnałam się ze wszystkimi aniołkami. 
    Pudełko ozdobiła motywami zwierząt, które z całego świata przyrody najbardziej mnie fascynują

Pokrywa pudełka  






 

czwartek, 20 stycznia 2011

W pośpiechu na urodziny

   Uknułam z Pracowitą Duszą plan, który zakładał stworzenie kominowego szala, pasującego do granatowego płaszcza Niebieskiej Duszy. Wszystko odbyło się w tajemnicy przed Anielską (Niebieską) Duszą, która wprawdzie mówiła, że chciałaby taki wyrób posiadać, ale nie spodziewała się, że go dostanie. 
   Czasu było mało. Wiedziałam, że sama nie dam rady. Wezwałam na pomoc Zieloną Duszę, a ta ochoczo zaoferowała, że szybko wydzierga mój projekt. Nastawiona optymistycznie, zakupiłam odpowiednie materiały, ale wtedy jeszcze nie wiedziałam, że kupiłam za mało włóczki. Cała filozofia projektu, z którego również wyniknęły potem problemy, zakładała stworzenie szala z podwójnej nitki, przy czym kazda nitka prezentowała inny odcień szarości. Efekt był niesamowity, ponieważ kolor, który powstał przez połączenie tych włóczek dawał wrażenie błyszczacego srebra (niestety zdjęcia tego nie oddają). Precyzując mój opis, włóczki na szal wystarczyło, ale w międzyczasie postanowiłam dorobić rękawiczki do kompletu.
    Dziergałam tak, nieświadoma zagrożenia wynikajacego z kończacej się włóczki. W pewnym momencie zdałam sobie jednak sprawe, że włóczka z ciemniejszego motka jest dużo krótsza niż ta z jasnego. Po zrobieniu jednej całej i drugiej w połowie rękawiczki, ciemna włóczka się skończyła. Rozpoczęło się bieganie po pasmaneriach, a tam zero pomocy. Nie było odzewu na moje poszukiwania włóczki Baśki. Ale...
   Zielona Dusza nie bez powodu została tak nazwana. Dała mi nadzieje. Okazało się, że rok wczesniej wykonywała sweter z takiej ciemnej włóczki i stwierdziła, że chyba jeszcze gdzieś ma końcówkę włóczki. I tak! Hura, udało się wyszperać włóczke i dokończyć rękawiczkę dzień przed urodzinami :).
   Niebieska Dusza, niczego się niespodziewająca, była bardzo mile zaskoczona. A ja sama zapragnęłam takiego kompletu :) 

 Szal wykonany przez Zieloną Duszę i rękawiczki mojego autorstwa. 

Szalik warkocz


   Od dłuższego czasu pracowałam nad jesiennym szalikiem, który odkryłam na Włóczkomani. Włóczkę na niego zdobyłam dzięki koleżance, która robiąc gruntowne porządki w domu, odkryła całe zapasy różnych rodzajów włóczek i postanowiła mnie nimi obdarować. Przyznam, że taka koleżanka to skarb. 
  Myślałam, że jesień będzie długa i złota, i  jeszcze zdąże się  przespacerować w szalu po usianych barwami chodnikach. Niestety zima nagle zaskoczyła nie tylko drogowców, ale również mnie. Widząc śnieg za oknem wiedziałam, że muszę poczekać do wiosny, kiedy wszystko zacznie odżywać na nowo, aby przywdziać warkocz. 
   Troche zniechęcona tym, że plan się nie powiódł, odłożyłam prace jesienne i skupiłam się na tych typowo zimowych. Wielokrotnie chciałam powrócił do mojego warkoczowego szalika, ale zawsze znalazło się coś ważniejszego. Ale "co się odwlecze to nie uciecze"
  Zimowe ocieplenie i chwilowy brak śniegu, przypomniały mi jesień i wróciła chęć do pracy. Wczoraj zakończyłam mój szalik, który osiągnął długość 206 cm. Został zrobiony potrójną nitką z nieznanej mi z nazwy i parametrów włóczki, ponieważ nie miałam etykietek :(. Z moich obliczeń wynika, że przerobiłam 708 rzędów. Jeśli ktoś chce się skusić na wykonanie takiego szalika to odsyłam do bloga Włóczkomania, gdzie znajduje się opis wykonania.

Tak posuwały się prace przy szaliku. 


 Sposoby noszenia warkoczowego szalika.

 1. Swobodnie 



2. Tradycyjnie 


3. Fantazyjnie



wtorek, 18 stycznia 2011

Szal kominowy

  O takim zimowym ocieplaczu rozmyślałam bardzo często. A kiedy złowiłam puchatą włóczkę, zaczełam realizować swój pomysł.
   Moje poszukiwania odpowiedniego materiału, rozpoczęłam od second handu. Szczerze napisze, że na początku nie spodobała mi się ta włoczka, a precyzując nie zachwyciła mnie jej struktura, natomiast kolor jak najbardziej mi odpowiadał. To jednak co mnie skusiło, to cena włóczki. Za pięć motków nowiutkiej włóczki (Tango, 100% polyester, 50g/120 m) zapłaciłam 8 zł. Nie mogłam przejść obojętnie obok takiej okazji.
   Komin został już przetestowany i jestem z niego naprawde zadowolona. Daje ciepło i żadna zawierucha już mnie nie przeraża.

   Szal powstał na drutach prostych (4,5). Nabrałam 80 oczek i przerobiłam je podwójnym ściągaczem, a po osiągnięciu długości 160 cm zszyłam wolne, krótsze końce.

   Szal można nosić na różne sposoby. Ja najbardziej lubie zawinąć go wokół szyji, ale kiedy mocno wieje służy mi  jako kaptur


Potyczki z beretem

   Pewność siebie mnie zgubiła. Myślałam, że po zrobieniu rękawiczek, żadna robótka nie będzie dla mnie straszna. Postanowiłam zapomnieć, że już kiedyś opadłam z sił próbując zrobić prostą czapkę. Wtedy poświęciłam na to cały wieczór. Praca poszła szybko i bez problemów. Już właściwie to powinno mnie zdziwić. Zawsze wierzyłam, że wychodzi tylko to, co przychodzi z trudem, w co trzeba włożyć wiele główkowania i co najważniejsze serca. Moja pierwsza czapka okazła się klapą i na długo została ukryta w kartonowym pudle w zakamarkach strychu. Z drugiej strony to bardzo dziwne jak wiele rzeczy wypycham na ten samotny strach. 
   Wracając do mojej czapki. Wiedziałam jak chcę, żeby ona wyglądała, ale tak naprawdę nie umiałam tego zwizualizować. Już od kilkunastu miesięcy byłam w posiadaniu gazety z wzorem czapki, ktory wprost zawładnął moim umysłem. Niestety, marzenie nie miało się tak szybko spełnić. 
    Ale zacznijmy od początku. W trakcie jednej z lumpeksowych wypraw,  nabyłam za symboliczną złotówkę, zieloną włóczkę. Jej splot przypominał mi strukturę sznurówki. Od razu moje myśli zostały skierowane w stonę gazety z schematem czapki. Już wyobrażałam sobie jak paraduję ulicami w mojej nowej czapce, zrobionej własnoręcznie za grosze. Na samą myśl rozpierała mnie duma.
   Zasiadłam do dziergania zaopatrzona w gazetę, druty i włoczkę. Wykonanie ściągacza poszło gładko, ale po jego zakończeniu coś mnie podkusiło, żeby wprowadzić własny pomysł w czyn. Ach dlaczego dałam się ponieść wyobraźni? 


   Tym sposobem całkowicie zrezygnowałam z korzystania z schematu w gazecie, a wprowadziłam motyw warkocza na 12 oczek i powtórzyłam go, o zgrozo, aż sześć razy. Jednak moje umiłowanie do warkoczy powinno mieć swoje granice. Może nie byłby to zły pomysł, gdyby zależało mi na wykonaniu klasycznej, przylegającej do głowy czapki. Ale ja marzyłam o czapce worku lub berecie. A tymczasem warkocze ścisnęły całą moją czapkę, jak pomarańczę w maszynie do wyciskania soków (no może nie dosłownie). 
  Stwierdziłam, że "jak się nie ma co się lubi to się lubi, to się lubi co się ma". Pozbawiona jednej możliwości skupiłam się na wykonaniu czapki-worka. Z konieczności używania drutów prostych (nie mam daru dziergania na drutach z żyłką) wyniknął kolejny problem. Nie mogłam oszacować czy mam już pożądaną długość czapki. Efektem tego było dwukrotne prucie zakończenia i ponowne, powolne jej dopracowywanie. I nareszcie zakończyłam, myślałam, że to już nigdy nie nastąpi. Przywdziałam dumnie nowe dzieło i zaczełam wszystkim się pokazywać.
  Oczekiwałam okrzyków zachwytu, ale ku mojemu zdziwieniu nie mogłam na nie liczyć. Widziałam jak kolejne Przyjazne Dusze toczyły walke same ze sobą, nie chcąc mnie urazić, a jednocześnie próbując być w stosunku do mnie całkowicie szczere. Domyśliłam się, że coś jest nie tak. Kolejno dusze zaczeły się łamać i mówić otwarcie, co sądzą o moim nakryciu głowy. Byłam im wdzięczna, bo szczerość cenię. Przyznaję, mieli rację. Postanowiłam, że nie spruję czapki natychmiast, musiała odleżeć swoje. 


   Po kilku miesiącach wytknęłam sobie błędy. Zastosowałam za cienkie drutu (4,5) i zły wzór. Nastąpił czas prucia. Poniewaz nie mam cierpliwości do tego rodzaju czynności wezwałam pomoc w postaci Pana X (ucieleśnienie cierpliwości). Z kłębkiem włóczki i nauczona błędami ponownie zasiadłam do pracy. Postanowiłam zrezygnować z wszelkiego rodzaju ozdobnych wzorów i wykonać prosty beret. I tak machałam sobie nowymi, bambusowymi drutami, śledząc akcję filmu "Nieśmiertelny". Po kilku godzinach pracy okazało się, że znowu mi nie wyszło. Beret okazał się za duży i wyglądałam jakbym miała garnek na głowie.  Nic nie mogło go już uratować.
   Już miałam się poddać i zrezygnować z robienia beretu, ale nie dałoby mi to spokoju. Tym sposobem powróciłam do pierwotnego planu i czapki z gazety. Byłm już teraz zdecydowana, że chcę coś na kształt beretu. Cały motyw rozpracowałam starannie w zeszycie. Rozliczyłam oczka i zabrałam się z ogromną cierpliwością i starannością do pracy. 
   Podobała mi się moja praca, do pewnego momentu. A mianowicie do etapu gubienia oczek. Efetkt był nieestetyczny, więc znów musiałam pruć i dopracowywać. Jaka to była ulga dla mnie, że tym razem po tylu pruciach wszystko się udało. 
   Nie żałuję tych wielu godzin, ani nie uważam ich za stracone, bo każde doświadczenie czegoś nas uczy :).

czwartek, 13 stycznia 2011

Prawie jak doniczka

   Co można, co należy, a co wypada zrobić na drutach z włóczki? 
   Tym razem pokusiłam się o zrobienie prawie doniczki. Podobno "prawie" robi wielką różnice, więc zmienię nazewnictwo i będę stosować określenie "osłonka". Teraz brzmi lepiej? Pytam chyba sama siebie. "A może ocieplacz?" - pyta moje drugie ja. Ale kto robi ocieplacze na doniczki? 

   Chyba pozostanę z tym dylematem. Mój nowy pomysł został zrealizowany i pozbawiony prawa głosu, nie może więc zaprotestować przeciw nazwie, którą mu nadałam. A może gdyby mógł były "za". Pełno pytań i żadnych odpowiedzi. Nie będę już patrzeć w przeszłość i zastanawiać się co by było, gbyby. Gdybając o przeszłości nie stworzę nic nowego. Więc będąc w ogniu pytań obiecuję stworzyć jeszcze kilka "prawie doniczek", a może "osłonek", a może lepiej "ocieplaczy".

     

 Włóczkowa doniczka z różkami

 Guziki rudzielce


Zielono mi

   Nareszcie powstały, tak o nich marzyłam, a jednak ciągle napotykałam przeszkody. Przy pierwszym podejściu wybrany przeze mnie motyw warkoczowy tak zwężył rękawiczkę, że chyba tylko Calineczka zmieściłaby swoją dłoń... nastąpiło prucie. Przy drugim podejściu, źle rozliczyłam oczka na palce, w konsekwencji palec środkowy był dziwnie przekrzywiony, a kciuk był tak szeroki, że chyba jedynie Yeti (jeśli istnieje) byłby zadowolony... nastąpiło ponowne prucie.
   Trzecie podejście utwierdziło mnie w przekonaniu, że nie można się poddawać. Tym razem wszystko się udało, wybrałam dobry wzor, odpowiednio rozliczyłam oczka na palce i teraz cieszę się moimi rękawiczkami.

   Jak to się u mnie już zdarzało włóczkę zakupiłam zupełnie w innym celu. Planowałam zrobić przestrzenny, włóczkowy model komórki zwierzęcej lub roślinnej, a włóczkę wykorzystać na stworzenie błony lub ściany komórkowej. Tak długo się do tego zabierałam i planowałam, aż model komórki został wyprzedzony przez rękawiczki. Mam nadzieję jednak, że kiedyś uda mi się zrealizować pierwotny pomysł.

   Pomysł na rękawiczki zaczerpnęłam z ksiazki "Dzierganie z koralikami" autorstwa Jane Davis. 


Literatura:
Davis J. 2004: Dzierganie z koralikami. 30 wzorów pięknych swetrów, szalików, czapek i rękawiczek. Klub Dla Ciebie, Warszawa: 90-93.
  

środa, 5 stycznia 2011

Ognisty aniołek

   Nie jest może idealny, ale za to uśmiechnięty. Nie wyślę go na lifting twarzy ani powiększanie ust, ani na rekonstrukcję nosa. Jego ognista natura sama się obroni. 


  Aniołka można nazwać wielofunkcyjnym, ponieważ  zajmuje on nie tylko  zaszczytne miejsce na mojej półce, ale także dostosował się do warunków panujących w samochodzie, gdzie w trakcie jazdy kręci mistrzowskie piruety. Jest strażnikiem moich książek przed zjedzeniem je przez mole...przynajmniej mam taką nadzieję.


wtorek, 4 stycznia 2011

Dwa w jednym czyli bransoletka i szkatułka

   Spodobało mi się robienie tych ekologicznych bransoletek. Do tego stopinia jestem nimi zafascynowana, że teraz żadna plastikowa butelka już się w moim domu nie marnuje, a wręcz cierpię na ciągły brak surowca. Gdyby to było lato i gdyby żar lał się z nieba, to każdy z domowników spożywałby litry napojów, dzięki czemu przyczyniłby się do mojej twórczości. Niestety pora nie ta, a na ciepłe miesiace przyjdzie mi jeszcze poczekać. Nie zrażam się jednak, mogę przecież przenieść mój zapał na inny front.
  Plastikowe butelki, a raczej pierścienie, które z nich wycinam, służą mi jako rusztowanie dla włóczkowego motywu. Można też posłużyś się gotowymi drewnanianymi lub plastikowymi bransoletkami (widziałam kiedyś zestaw trzech bransoletek jako dodatek do gazety, do dziś nie moge sobie wybaczyć, że ich wtedy nie nabyłam).
   Jak bransoletki stały się szkatułkami? Jak to zwykle bywa przez przypadek. Robiąc porządki zastanawiałam się, gdzie mogę znaleść choćby mały skrawek pokoju, gdzie moje nowe dzieła będą miały swoje miejsce i nie niepokojone przez nikogo będą cieszyć moje oko. I tak przestawiając je z półki na półkę, z ławy na biurko, opadłam na sofę pozbawiona pomysłów. 
   Pewnie bym już zrezygnowała z swoich planów, gdyby mój wzrok nie spoczął na półce z biżuterią. Z miną wyrażającą zaciekawienie, zbliżyłam się pewnym krokiem i szybkim ruchem postawiłam dwie bransoletki. To było już coś, ale jeszcze nie w pełni. Jeszcze czegoś brakowało, znów zaczęłam się rozgladać i tak moja ręka sięgnęła po dekoracyjne ciasteczka. Okazały się idealnymi wieczkami.  Ot i cała historia. 
  Moje dwufunkcyjne bransoletki wykonałam z końcówek włóczek i jestem pewna, że nadal będę przeszukiwała  swoje zbiory w celu odnalezienia włóczki w kolorze, ktory istnieje tylko w mojej głowie.
   Inne bransoletki, które już wykonałam to:  eko - bransoletka z motywem warkocza  i  eko - bransoletka z podwójnym motywem cukierka. 

 BRANSOLETKA "WARKOCZ W WARKOCZU"


SCHEMAT - WARKOCZ W WARKOCZU 


 BRANSOLETKA "PLECIONAKA"



BRANSOLETKA - SZKATUŁKA

CIASTECZKOWE WIECZKA