Szalik wzorem patentowym


  W przypadku szalika miałam do dyspozycji dwa rodzaje włóczki, które musiałam połączyć, aby materiału wystarczyło na wydzierganie całości. 
  Od połączenia różnokolorowych nitek rozpoczęły się moje kłopoty. Zamierzałam stworzyć piękny, choć ponury kolorystycznie szal,  rozbudzony przez warkocze plecione na brzegu i biegnące przez środek. 


   Rozpoczął się etap projektowania, a następnie realizacji, a pomiędzy nimi czas zawieszony na granicy który przypomina różową watę cukrową na którą zawsze ma się ogromną ochotę, która smakuje dzieciństwem, ale wprawia w stan irytacji, gdy wszystko zaczyna się od niej lepić. Wtedy już nawet jej różowy kolor, nie jest w stanie osłodzić goryczy zdenerwowania. I tak tez było z moim dzierganiem.
  Gdy moje wielopasmowe warkocze zaczęłam "zaplatać na drutach", okazało się, że z powodu połączenia wielobarwnych nitek, nie są one praktycznie widoczne. Udając, że tego nie dostrzegam, dziergałam dzielnie mimo, że słyszałam jak moje druty stawiają coraz większy opór, a gdy zaczęły z nich lecieć iskry niczym z szyn przy gwałtownym hamowaniu pociągu, porzuciłam projekt.  Tak jak ciemny był szalik, tak i mnie mroczna dopadła rozpacz. Nie chciałam rezygnować z ulubionych wzorów, ale nie widziałam innego wyjścia.


 Aby oddalić czas pożegnania z warkoczami, rzuciłam drutami w kąt. Ponieważ jednak poczucie porzuconej robótki jest równe poczuciu źle wydzierganej, powróciłam do pracy.
 Zdecydowałam, że mieszaną włóczkę najlepiej wyeksponuje wzór patentowy. I tak wciąż zaskakując się przy "Zaklinaczy koni" wykonywałam nieskomplikowaną robótkę.


Dane Techniczne

- potrójna nitka powstała z połączenia:
   a) dwóch nitek Hochbausch ACRYL 100 g/ 390 m, 
   b) jednej nitki Buchara 50 g/ 155 m,
- druty 6,5 mm

Warkocz na warkoczu czyli czarna czapka



  Jak już niejednokrotnie pisałam uwielbiam warkocze i jeśli tylko jest to możliwe "wplatam" je do każdej robótki. Zdarza mi się odczuwać nieodparta pokusę wprowadzania warkoczy, gdy wykorzystuję włóczki melanżowe, ale wtedy są one praktycznie niewidoczne i zazwyczaj  moje fantazje kończą się pruciem. 
  Czarna czapka powstała w bardzo podobny sposób jak prezentowana  TUTAJ z kilkoma różnicami, które opiszę poniżej.


I RODZAJ DRUTÓW 
I SPOSÓB PRZERABIANIA OCZEK

  Przy obu czapkach wykorzystywałam zarówno druty z żyłką jak i druty proste 4,5 mm. Jednak przy czarnej czapce nie wykonywałam oczek w okrążeniach, a z tyłu zastosowałam szew. Dlaczego? Na to pytanie nie ma jednej, prostej odpowiedzi.
  Kiedy wykonuję nowy model czapki wykonuję je bezszwowo, ponieważ łatwiej jest mi kontrolować rozmiar.  Drugą metodę, kiedy wolę wykonać szew z tyłu, stosuję, gdy wykonuję czapkę kolejny raz z tej samej włóczki. Przyznam jednak, że jest to czasem zgubne, ponieważ zauważyłam, że z czasem zmienił mi się sposób przerabiania oczek i nie są one już tak ciasne jak kiedyś.


II ZAGOSPODAROWANIE PRZESTRZENI 
POMIĘDZY WARKOCZAMI NA 12 OCZEK

  W czarnej czapce zwiększyłam liczbę warkoczy. Jeśli przypomnę sobie poprzednie podobne czapki, to wybierałam wzór dżersejowy lewy lub francuski, aby rozdzielić warkocze. Ponieważ nie lubię powielać wzorów, to tym razem skupiłam się na warkoczach na dwa oczka. Tym sposobem na czapce znalazły się grube warkocze na 12 oczek i cienkie, których oczka krzyżowałam co drugi rząd.


III GUBIENIE OCZEK

  Ponieważ w czarnej czapce nie zastosowałam ściegu francuskiego, który wyraźnie skraca robótkę to gubienie oczek rozpoczęłam już w 35 rzędzie (pozostało 80 oczek) i  kontynuowałam w  rzędach 37 (70 oczek), 39 (60 oczek), 41 (50 oczek), 43 (40 oczek) i 45 (30 oczek).


DANE TECHNICZNE

Czapka powstała z 100 gram włóczki Polo Natura 50 % wełna, 50 % akryl, 200 m/100 g. Do jej wydziergania wykorzystałam podwójną nitkę i druty 4, 5 mm.



Powitanie niebieskich plis



  Na wstępie zaznaczę, że przy całym komplecie, który jest produktem masowym (a przynajmniej tak mi się wydaję) zrobiłam jedynie plisy. A od czego się zaczęło ?
  Biały komplet posiadał delikatnie różowe akcenty, a moim zadaniem było przerobienie go w taki sposób, aby  kolor przeznaczony dla dziewczynki, możliwie w największym stopniu zminimalizować lub całkowicie wyeliminować.
  Pracę rozpoczęłam od sweterka, zakładając, że będzie to element najtrudniejszy i najbardziej czasochłonny.  Jak się okazało nie myliłam się i już na wstępie przy rękawach zrobiłam za szerokie ściągacze. Ponieważ mój blog powinien zmienić nazwę na "Z pruciem przez życie" i tym razem zdecydowałam się na zlikwidowanie nieudanej robótki.


  Po pierwszej nie udanej próbie, w drugiej nabrałam już odpowiednią liczbę oczek, i przerabiając w okrążeniach oczka przekręcane prawe i lewe stworzyłam mankiety, które złożyłam na pół i przyszyłam po wewnętrznej stronie sweterka, tak aby swym szwem, nie raziły oczu osób zbyt wymagających. Podobnie postąpiłam z dolnym ściągaczem sweterka z tą różnica, że nie przerabiałam oczek przekręcanych w okrążeniach.


  Gdy nadszedł czas na kołnierzyk, wybrałam inne rozwiązanie. Nie wyrabiałam oczek z jego brzegu jak w poprzednich przypadkach, ale zrobiłam warkoczową plisę osobno, a po jej ukończeniu przyszyłam całość do kołnierzyka. Ponieważ nie chciałam, aby róż był widoczny zarówno z prawej jak i lewej strony, postanowiłam, że ozdobna warkoczowa plisa będzie podwójna. Aby wszystko przebiegało wzorowo, wykonałam na drutach dwa warkocze rozdzielone dwoma oczkami lewymi, które są widoczne na zgięciu kołnierzyka.
 Następnie zabrałam się za czapeczkę przy której początkowo też chciałam zrobić podwójną plisę, ale już w trakcie dziergania, stwierdziłam, że pojedyncza w zupełności wystarczy i zakryje całkowicie róż. Po przerobieniu kilku rzędów zauważyłam, że oczka nabrałam krzywo i nie biegną one w jednej lini, zbyt często myliłam się w drobnej konstrukcji czapki i wbijałam drut raz wyżej, raz niżej. Mimo głosów sprzeciwu sprułam plisę i nabrałam oczka jeszcze raz i tym razem byłam bardzo zadowolona z efektu. Całą plisę zakończyłam ściągaczem pojedynczym i przyszyłam, aby plisa nie odstawała.


  Gdy nadszedł czas śpioszków została przećwiczona moje cierpliwość, bo przemilczę liczbę oczek, która nabrałam, aby powstały plisy. Pracę podzieliłam na trzy etapy, aby nie zniechęcić się do ostatniego elementu kompletu. Uwieńczeniem całego dziergania było wykonanie sznurka i zawiązanie go na kształt kokardki. I tak pożegnałam różowe plisy na rzecz niebieskich.





Komplety dla bliźniaczek


  Projekt, który wymagał wiele prucia, chwil zwątpienia i który tak naprawdę sprawił wiele satysfakcji. Mimo wszystko już za nim tęsknię i z chęcią wydziergałabym kolejny, który nie byłby już obarczony tyloma błędami. Skrupulatnie wszystko zapisałam, aby ominąć etap prucia. Projekt powstał mimo głosów typu:" Już lepiej kup gotowe sukienki :)", które tak naprawdę jeszcze mocniej mnie zmotywowały.

Poszczególne etapy tworzenia:
Dwie sukienki - rozdział I
Dwie sukienki rozdział II czyli ach te rękawki
Skomplikowany w swej prostocie bucik
Opaski z kwiatkiem




Opaski z kwiatkiem


  Kiedy zakończyłam już prace nad sukienkami i bucikami, nadszedł czas opasek. Z założenia miały posiadać mały kwiatek jako ozdobę. Ale jak wiadomo najpiękniejsze kwiaty powstają na szydełku, do której to techniki nie mam serca i chociaż bardzo bym chciała serca mieć nie będę. Wychodząc z założenia, że jedynie druty są dla mnie łaskawe, postanowiłam, że opaski ozdobie kokardkami identycznymi jak te, które przyszywałam do sukienek. Sunąc na białym obłoku zadowolenia po różowym niebie, zabrałam się za dzierganie opasek prostym ściegiem francuskim. Praca poszła sprawnie, a u jej końca, zdecydowałam, że jednak pokuszę się o wykonanie kwiatków. Tylko jak??? 


  Przypomniałam sobie, że kilka late temu robiłam na drutach listki, zaczęłam się zastanawiać czy robiąc kilka listków w kolorze różowym i łącząc je w okrąg, uzyskam zadowalający efekt. Tym sposobem zaprzęgłam do pracy druty 2 mm, na których zaczęły powstawać oczka ściegu francuskiego. W tym projekcie ważne było umiejętnie zwiększanie i zmniejszanie liczby oczek, tak aby listek przypominał płatki kwiatów. 
  Na każdy kwiatek wykonałam po pięć płatków, a dla ładnego zakończenia, po przyszyciu płatków w środku wykonałam biały bąbelek. Teraz już spokojnie mogłam nie tylko płynąć ale już nawet huśtać się na obłoku zadowolenia. Projekt dla bliźniaczek dobiegł końca i mimo że był wyczerpujący i pracochłonny to zaczęłam za nim tęsknić.

Skomplikowany w swej prostocie bucik


 Gdy zasiadałam do pracy nad bucikiami, nie czułam, że przyjdzie mi się zmierzyć z kolejnym pruciem. Planowałam zrobić buciki, które będą przypominały letnie sandałki, ale po dłuższym zastanowieniu stwierdziłam, że zaplątana w nitki Mimozy nie podołam w pełni temu zadaniu. Ponieważ chciałam przyspieszyc pracę i niknąc wielu przygód, które spotkały mnie przy dzierganiu sukienek, zdecydowałam się na biały ścieg francuski z delikatnymi elementami różu w postaci ściągaczy. Przy tym wszystkim zapomniałam, że w moim przypadku, co też czas boleśnie pokazał, przyśpieszenie pracy oznacza znaczne jego spowolnienie.
  Skupiłam się na nitce podwójnej Mimozy, ale zanim zdecydowałam ile oczek tak naprawdę powinnam nabrać, minęło wiele czasu wypełnionego oczkami francuskimi. W tym całym ukojeniu dnia codziennego, zostały uśpione zmysły, czujnej do tej pory dziewiarki. W pierwszej próbie na drutach 3,5 mm znalazło się 47 oczek. I tak płynęły po drutach najpierw różowe oczka ściągacza, a za nimi białe oczka mankietu. Niestety obwód bucika był zdecydowanie za duży i  spokojna do tej pory fala prawych oczek musiała zostać przerwana przez tamę niezadowolenia.   
  W drugiej próbie puściłam tratwę moich pomysłów na środek oceanu wyobraźni i nabrałam 37 oczek na druty 3,5 mm, ale sytuacja się powtórzyła. Gubiąc się w tej ciszy napotkałam kolejną falę pomysłów, która pchnęła mnie w daleka stronę, ale nawet nie wiecie jak szybko chciałam powrócić na środek oceanu, aby obrac inny kierunek. Ta niespodziewana fala pozwoliła na manewrowaniu 27 oczkami ściegu francuskiego i stworzeniu całego buciku, który wyglądał jak bezkształtna, pozbawiona życia i pomysłu bryła.


  Postanowiłam, że zrezygnuję ze ściegu francuskiego i stworzę bucik zupełnie odmienny od tego co planowałam. Tym sposobem podryfowałam w kierunku ściągacza warkoczowego nadal stosując nitkę podwójną Mimozy. W moim założeniu mankiety były wywijane, prezentując na zewnątrz warkocze. Ten sam wzór zastosowałam na wierzchu butków. Boki to tradycyjny ściągacz pojedynczy, a spód to ścieg dżersejowy prawy połączony ściegiem dziewiarskim. Aby buciki komponowały się z sukienkami, wprowadziłam różowe sznureczki wydziergane na drutach 2 mm.





Dwie sukienki rozdział II czyli ach te rękawki



  Kiedy zastanawiałam się czy mój zimowy spektakl dwóch sukienek zakończy się sukcesem, pojawił się etap rękawków ! !! Za ukończeniem tego projektu, które wciąż było odciągane, tęskniłam jak za pierwszym wiosennym deszczem, który wiadomo, że kiedyś nastanie, ale to nie zmniejsza tęsknoty za nim. Myślałam, że pokonałam już wszystkie bariery, a najgorsze przeróbki i zmiany scenariusza mam już za sobą, ale nagle całe moje wyobrażenie zaczęło się sypać jak domek z kart. A od czego się zaczęło?

ROZCIĘCIE NA PLECACH

  Planowałam, że rękawki będą się pięknie komponować z pozostałymi częściami, jeśli wykonam je takim samym wzorem jak resztę sukienki, a jedynie w ich zakończenie wplotę delikatne elementy różu.
  Do walki stanęły druty z żyłką 3,5 mm, które wiecznie się plątały, a ilość skrętów, które się po całej pracy na nich wytworzyły, pozwoliły mi zwątpić w ich przydatność. Ale kiedy już wydziergałam kobierzec wzorów, który miał być przysłowiową wisienką na torcie, dopadło mnie pierwsze zwątpienie. Ten rękawek nie był szczytem moich możliwości. Nie potrafiłam spokojnie kontynuować pracy i skupić się na kolejnych rękawkach, kiedy coś nieustannie odwracało moją uwagę, zmuszało do patrzenia wstecz.

PIERWSZY RĘKAW W KTÓRYM DELIKATNY, RÓŻOWY WZÓR TWORZYŁ BEZKSZTAŁTNĄ PLAMĘ


POWSTAWANIE DRUGIEGO RĘKAWKA, IDENTYCZNEGO JAK PIERWSZY, KTÓRE ZOSTAŁO DRASTYCZNIE PRZERWANE

  Tym sposobem, nie prując pierwszego rękawka, zabrałam się za wykonanie drugiego, zupełnie odmiennego od tego co reprezentował pierwowzór. Czasem jedynie w wyniku porównania wiemy gdzie prowadzi jedyna i prawidłowa droga. A moje druty ewidentnie plątała się po najróżniejszych ścieżkach i zataczała coraz większe kręgi. Ale jak czas pokazał kręgi zaczęły się zacieśniać, a ja byłam coraz bliższa celu.

DRUGI POMYSŁ NA RĘKAWKI


  Drugi rękawek uzyskał delikatny wrabiany wzorek i różowe zakończenie. I tak patrzyłam na dwa rękawki i rozumiałam, że żaden z nich do końca do mnie nie przemawia, ale ponieważ stwierdziłam, że nic lepszego nie wymyślę, to na któryś z nich muszę się zdecydować. I tak wahając się pomiędzy wyborem, nie wiedząc do końca który jest słuszny i utwierdzając się w tym, że nim nie skończę całych sukienek, nie będę wiedziała czy dokonałam prawidłowej decyzji zdecydowałam się na rękawek nr 2.

JEDNA SUKIENKA A DWA RÓŻNE RĘKAWKI

  Walka z drutami 3,5 mm i wiecznie wijącą się żyłką doprowadziła do finału dwóch sukienek z krótkimi rękawkami. Ale kto myśli, że tym sposobem próby dobiegły końca, a Sztukę można wystawić - myli się. 





    Gotowe sukienki musiały nabrać całego blasku i dlatego zostały wykończone różowym kołnierzykiem i kokardkami. 



  I kiedy wielkimi krokami zbliżała się premiera, nadeszły czarne chmury i okazało się, że rękawki trzeba wydłużyć. Zastanawiałam się czy pruć wszystko i zrobić rękawki bez wzorków, czy jedynie odciąć mankiety i kontynuować wzór wrabiany. Ponieważ już wcześniej powciągałam nitki, to o etapie bezpiecznie spokojnego i pozbawionego negatywnych emocji pruciu, można było zapomnieć. Zasiadłam wygodnie i do pracy zaprosiłam nożyczki.



 Głowa mała ile w tym projekcie odbyło się prucia i przeróbek, a to tylko dwie proste w swym kroju sukienki, ale za to dla wyjątkowych dziewczynek.

Dwie sukienki - rozdział I



  Zabrałam się za projekt w założeniu prosty, bo cóż trudnego może być w ściegu dżersejowym prawym. Ale zacznijmy opowieść od początku.

  Zaczęło się od drutów 2,5 mm na których główną rol miała zagrać pojedyncza nitka Mimozy. Kiedy z oporem przetrwała przerobienie kilku rzędów, stwierdziłam szczerze, że jest dosłownie za cienka do tej roli. Zbyt deliaktna w swym teatralnym tańcu, chociaż właśnie o to w pewnym stopniu chodziło. Zachowywała się na drutach jak delikatna, powoli ustępująca mgła. 
 Z żalem musiałam odmówić jej roli w moim spektaklu. Po tych perypetiach nastąpiły zmiany w scenariuszu, a wgłębiając się w szczegóły, zmiany dotyczyły wyobrażeń o głównej bohaterce. Nadszedł czas podwójnej, białej nitki Mimozy i wydawać by się wtedy mogło, pasujących do niej drutów 4 mm.
  Bohaterka miała być nieskomplikowana w swoim charakterze i zachowywać się jak ścieg dżersejowy prawy czyli tworzyć równe i identyczne oczka. Zbyt długo rozmyślałam nad odrzuceniem tego projektu przez co podwójna Mimoza panowała przez 64 rzędy sukienki, 6 rzędów podkroju na pachy, ale kiedy zaczęła pokazywać humory i dąsać się przy ściegu francuskim powiedziałam koniec.


 Odtwarzając wciąż na nowo jej rolę, zauważyłam, że grała nierówno, a jej oczka nie układały się idealnie. Z drugiej strony dobór nieodpowiednich drutów mógł sprawić, że nie mogła pokazać się w całej swojej krasie. Mimo tego, nie zwolniłam jaj, a jedynie odstawiłam na boczny tor. Zdecydowałam, że jeśli nie wymyślę nic lepszego, to ta Mimoza odegra główną rolę.
 Zastanawiając się nad nowym rozwiązaniem, ponownie wróciłam do drutów 2,5 mm z tą różnicą, że Mimoza była już podwójna. Postanowiłam wzbogacić jej charakter i dodać małą wzburzoną falę na tafli łagodnego oceanu. Tym sposobem rola Mimozy polegała na tym, aby trwając w pozornym uśpieniu i grając łagodny ścieg dżersejowy prawy, odwrócić się zamaszystym krokiem i początkowo niespodziewane, a potem już coraz częściej i regularniej, tupnąć oczkiem lewym.




 Mimoza odnalazła się w tej roli idealnie, ale tym razem jej partner nie sprostał roli. Podsumowując wszystko wzięłam głęboki oddech i zdecydowałam się na kolejną zmianę. Główna bohaterka pozostała ta sama, ale w towarzystwie drutów 3,5 mm. Wszystko bajkowo układało się, aż do momentu redukowania oczek i wykonywania góry sukienki. Mimoza w swym zmeczeniu musiała ciągle pokazywać się z innej strony. Prezentowała się już jako wzór dołu sukienki, potem jako wzór perłowy, ale to wciąż nie było to czego szukałam. Wtedy zerknęłam na fragment odstawiony na boczny tor, wykonany na drutach 2,5 mm nitką podwójną. Szybko zmieniłam druty i w szalonym tempie zauważyłam, że wpadłam na właściwy trop, a spektakl mógł odbywać się dalej. Niestety wszystkim Mimozom trwającym w niepewnym, ale pełnym nadziei oczekiwaniu na bocznym torze, musiałam podziękować.







Choinka 2013


  Moja choinka bardzo przypomina ubiegłoroczną. Jedynymi nowymi dekoracjami są kubeczki w ubrankach w norweskie wzory, które miały być elementami kalendarza adwentowego, ale plan jego stworzenia uległ drastycznym zmianom. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Zastanawiałam się czy nie powiesić tych kubeczków dnem do góry, aby imitowały dzwonki, ale stwierdziłam, że wykorzystam istniejąca już w górnej części zawieszkę i tym sposobem mam kubeczkow bombki. Zmieniłam też "pokrowiec" na kubeł ubierając go w kupiony w sh sweter.  
Poniżej podaję linki do wpisów dotyczących moich ozdób świątecznych:












Musztardowy (złoty) szal z kapturem wersja 2


  W porównaniu do wcześniejszego szala w tym samym kolorze (ZAJRZYJ TUTAJ) wprowadziłam dwie zmiany. Wszystko zaczęło się od momentu, gdy w moje ręce wpadła włóczka Puchatek i z niej zaczęły powstawać kolejne szale z kapturem. Wtedy to zauważyłam, że grubość nitki z której wykonuję plisy i sznurek nie wpływa na wygląd całego szala z kapturem. Postanowiłam poeksperymentować i zrezygnować z zasady dziergania plisy i sznurka z pojedynczej nitki Kotka.
  Po tym jak powciągałam wszystkie nitki, żeby mieć czyste sumienie, rozpoczęłam nabieranie oczek na plisę przy pomocy drutów z żyłką 5 mm. Wiem, że skoro cały szal wykonywałam nitką podwójną na drutach 5,5 mm, takie też powinnam zastosować przy plisie. O wiele wygodniej wykonuje mi się plisę na drutach z żyłką, ponieważ jednak nie posiadam w mojej kolekcji drutów z żyłka 5,5 mm, stwierdziłam, że pominięcie tego przy dzierganiu nie będzie tak ogromnym dziewiarskim grzechem. Inna sprawa to taka, że pomyliłam oznaczenia drutów i prawdopodobnie plisę zrobiłam na drutach z żyłka ale 6 mm.
  Sznurek natomiast zrobiłam na drutach 4,5 mm, ale również podwójną nitką. Jeśli chodzi o włóczkę Kotek i Mimoza to zawsze wykańczam szal pomponami, jednak w przypadku włóczki Puchatek wykonuje chwosty, z tego względu, że włóczka ma grubszy splot.