Historia powstawania sweterka

   
   Miałam dokładny plan stworzenia tego sweterka, który zakładał, że wzorek zygzaków będzie się znajdował tylko na jego dole i początku rękawów, a pozostałe części będą w kolorze morskim z delikatnym zaznaczeniem pojedynczych oczek w kolorze kremowym. Jednak po tym jak zauważyłam zbyt szybkie znikanie morskiego koloru plan uległ zmianie, wprowadzając różnokolorowe zygzaki na wyższe rzędy. Wtedy też nadeszła pierwsza chwila zwątpienie i niejasne przekonanie, że włóczki w ciemnym kolorze miałam wystarczający zapas. Całe szczęście żal było pruć otrzymane wzory i prace posuwały się dalej.

  Przód i tył robiłam jednocześnie unikając tym samym szwów na bokach sweterka. Kiedy zakończyłam dwie główne części pokusiłam się o wykonanie plisy w kolorze morskim na dole sweterka. Moim głównym zamiarem było "zablokowanie" wciąż zawijającego się dołu, kiedy ja tak szybko chciałam cieszyć oczy widokiem wzorków bez konieczności ciągłego odwijania robótki. Ściągacz mi to zapewnił, ale jak się okazało nie na długo.

  Kiedy nadszedł czas kończenia rękawów okazało się, że włóczki morskiej daremnie można szukać w zapasach. Wtedy też nieszczęsny ściągacz, zlokalizowany na dole sweterka który tak bardzo miał mi pomóc, musiał poddać się pruciu, pozwalając tym samym na zakończenie dziergania. Z tego też powodu wszystkie ściągacze zostały wykonane w kolorze kremowym. 
  Długo wahałam się czy wszywać zamek czy robić dziurki na guziki. I wtedy wpadłam na pomysł wykonania zamiast guzików bąbelków, a zamiast dziurek pętelek je zapinających. Całość umieściłam na tle kremowych plis wykonanych wzorem francuskim. Powciągałam nitki i tak zakończyłam pracę nad sweterkiem. 

  

Narzuta z warkoczami


  Dziergając narzutę zorientowałam się, że stalowej włóczki zapewne mi zabraknie. Przygotowana na taka ewentualność, snułam plany jak rozwiązać ten problem dysponując jednocześnie innym kolorem szarości. Pierwotny plan zakładał, że gdy skończy się włoczka stalowa, przetnę kapę na pół i wdziergam się w nią ciemniejsza włóczką. Przeświadczona o słuszności mojego pomysłu dziergałam, ale byłam coraz bliższa porzucenia pierwotnego planu. I tak żałując, że nie mam więcej włóczki stalowej zmieniłam projekt decydując się na kontynuowanie w innym kolorze szarości. Przyznam, że efekt był lepszy niż przypuszczałam. Wymiary kapy to 55 cm X 174 cm.





Warkocze w roli głównej



  Skupiłam się na dzierganiu narzuty na fotel. Początkowo planowałam ją przyozdobić tak skomplikowanymi wzorami, że już na etapie próbki poczułam się zniechęcona. Postawiłam na prostszą formę i zdecydowałam się na warkocze poprzedzielane ściegiem dżersejowym lewym i ściegiem francuskim. Niestety po kilkunastu rzędach, mimo usilnego poszukiwania wzoru, okazało się, że ścieg francuski nie jest widoczny. Podeszłam do tej kwestii destrukcyjnie i sprułam cała robótkę, decydując że zamiast ściegu francuskiego wprowadzę kolejne warkocze. Tym sposobem mam całe mnóstwo warkoczy. 







Wzorzysty, dwustronny kocyk

 

 Marzyłam o zrobieniu tego kocyka od momentu zdobycia gazetki w której znalazłam wzór żyrafy i słonia. Pracę rozpoczęłam od poszukiwania w moich zbiorach włóczki, która odda urok zwierzaków. W porównaniu do oryginału zmieniłam barwy żyrafy i odbiegłam od pomarańczy i niebieskiego na rzecz żółtego i szarego. Początki nie były łatwe, a zaczynałam prace nad kocykiem kilka razy i już miałam zamiar się poddać.

  Pierwszy kocyk został spruty po 20 rzędach z powodu szarej włóczki, którą wprowadziłam do motywu słonia i niestety na tle niebieskiego tułowia w ogóle się nie odznaczał. Dodatkowo nie podobało mi się, że z powodu przeplatania nitek z tyłu, słoń był pofalowany. Wtedy wpadłam na pomysł dwustronnego kocyka, bo wiem, że kiedy stosuje double knitting, wzór jest ładnie i równo rozłożony, bez zbędnych fal i prześwitów. I tak zaczęłam nabierać oczka, ale nie czułam, aby to był trafiony pomysł. Kiedy pomyślałam ile kolorów włóczki będzie mi się plątać po palcach, mocno się zniechęciłam. Ponownie powróciłam do pomysłu kocyka jednostronnego, wprowadzając zamiast koloru szarego w obwódce słonia, kolor jasnoniebieski. Niestety znów słoń falował z powodu przeplatania nitek.



  I kiedy miałam już porzucić wymarzony kocyk, pomyślałam o zrezygnowaniu z przeplatania nitek, a stworzenia słonia i żyrafy z osobnych motków. Tym sposobem miałam 7 motków plączących się wokół nogi. Kolejno walczyłam z : granatem, jasnym turkusem, niebieskim, jasnym turkusem z nowego motka, żółtym, szarym i granatem z nowego motka. Teraz mogłam już spokojnie tworzyć zwierzaki, co jakiś czas rozplątując plączące się motki.


 Kiedy skończyłam przód, zaczęłam odbiegać od koncepcji granatowego tyłu prezentowanego w gazecie. Tyle przestrzeni miało się zmarnować. Wiedziona miłością do wzorów norweskich i zaopatrzona w 5 kolorów rozpoczęłam tworzenia  kobierca wzorów, które częściowo powstawały z pomocą schematów, a częściowo były wynikiem błędów a także fantazji i przeświadczenia, że wszystko może się udać.




Diana Bobas. Ubranka na pierwsze 2 latka, nr 3/2006





Druty: 5,5 mm
Wymiary: 64 cm x 42 cm
Liczba oczek: 57
Liczba rzędów: 112









Zestaw dla bobasa


  Gdy skończyłam dzierganie wszystkich elementów prezentu zabrałam się za pakowanie. Wszystkie moje wyobrażenia o tym procesie były skutecznie hamowane przez najdłuższą z poduszek. Pomysł obklejenia kartonu padł, gdy wszystkie dostępne w domu okazały się zbyt wąskie. Pomysł ułożenia prezentów w stos na organzie i zebrania jej w dekoracyjny sposób, padł gdy zobaczyłam efekt. Dlatego zdecydowałam się na tradycyjną formę cukierka. Do tego celu wykorzystałam organze z motywami świątecznymi, czerwone wstążki i dekoracje z masy solnej w kształcie serc, których nie widać na zdjęciach.

Poszczególne cześć:



Buciki z wzorami wrabianymi


 Tym razem wzory norweskie w minimalistycznej formie zadebiutowały na bucikach. Zdecydowałam się na odwijany mankiet, przy czym wzorek znajduje się tylko na części odwiniętej i na wierzchniej stronie bucika. Przy tego typu bucikach ważne jest, aby w momencie wykonywania wierzchu, mankiet był lewą stroną do nas. W przeciwnym wypadku po wywinięciu mankietu możemy sie mocno zdziwic, a nasz wzór norweski schowa się pod jego zgieciem. 
 Boki to zwykły ściagacz pojedynczy, a spód ścieg dżersejowy prawy połaczony ściegiem dziewiarskim.




Poduszka z inicjałem


 
  Kiedy skończyłam tworzenie poduszki z imieniem, wpadłam na kolejny pomysł. Tym razem skupiłam się na literze "F", a do nowego projektu wykorzystałam trzy kolory włóczki i przyznam, że wprowadzenie koloru jasnoniebieskiego nadało całości głębi.  


 Postanowiłam, że przód poduszki będzie ozdobiony literą "F", która będzie delikatnie wymykac się z niebieskiego serca. Aby całość nie wyglądała zbyt samotnie i pusto na tle niebieskiego koloru, wprowadziłam liczne, pojedyncze oczka białej włóczki, nawiązując tym samym do moich ulubionych norweskich wzorów.


  Zastanawiałam się jak rozwiązać sprawę tyłu poduszki i w tym przypadku zdecydowałam się na wzory norweskie, pomijając jednak wzór gwiazki. Planowałam wprowadzić tylko dwa kolory, ale brakowało mi głębi zapewnionej prze jasnoniebieski kolor na przodzie, dlatego przemyciłam go w końcowej fazie powstawania poduszki.


  Zszycie przodu i tyłu byłoby zbyt łatwe, dlatego wprowadziłam na brzegi warkocz mieszany zaczerpnięty z książki, która ostatnio katuję w pozytywnym znaczeniu tego słowa "400 splotów na drutach". I tak własne powstawała poduszka z inicjałem...

Poduszka z imieniem



  Postanowiłam a właściwie zamarzyłam o zrobieniu poduszki z imieniem. Chciałam, aby litery były wyjątkowe i wyglądały jak staranne pismo odręczne. 


  I tak rozpoczęły się poszukiwania odpowiednich wzorów. Nie zadowalały mnie zwykłe drukowane litery i po wielu próbach wyszukania wzoru, który by mną poruszył trafiłam na stronę z haftem krzyżykowym (ZAPRASZAM TUTAJ).  Literki, lekko nachylone z fantazyjnymi detalami, urzekły mnie, ale kiedy zaczęłam sklejać imię w całość okazało się, że sam wzór zajmuje ponad 130 oczek. Zastanawiałam się cóż to będzie za poduszka. 


 Zrezygnowałam z projektu i nawet nie zapisałam mojego krzyżykowego schematu. Ponieważ po próbie stworzenia poduszki przewinęło się kilka innych projektów, równie obfitych w oczka jak moje wybrane imię, to postanowiłam, ze warto pokusić się o druga próbę stworzenia imienia. 


  I tak sklejając ponownie literki, delikatnie przesunęłam je do siebie, dzięki czemu całe imię zajmowało tylko 122 oczka + 2 oczka brzegowe. Te osiem oczek mniej bardzo mnie ucieszyło, chociaż muszę przyznać, ze nie wiem czy odczułam różnice przy tworzeniu imienia. Praca wprowadzania koloru była mozolna i ćwiczyła cierpliwość i co najważniejsze, co 2 lub 4 rzędy wymagała przerywników.


  Po wielu przerobionych oczkach udało się wrobić cały napis i imię "Filip" zadebiutowało na przedniej części poduszki. Teraz należało się zastanowić, jak dalej rozplanować pozostałe części poduszki. 
 Początkowo myślałam o umieszczeniu łapek na tylnej części poduszki, ale tu wniknęły problemy z powodu zastosowania podwójnej nitki, która spowodowała, że wzór wyglądał zbyt ciężko w porównaniu do delikatnych liter. 
  Inny pomysł polegał na wydzierganiu ponownie imienia ale w odwrotnej kolorystyce, ponieważ jednak bladoniebieska włóczka skończyła się problem sam się rozwiązał. Sięgnęłam wiec ponownie po wzory warkoczowe. Boki poduszki to wzór koszyka, a tył plecionka w kształcie liter "V", który pochodzi z książki "400 splotów na drutach". Tym sposobem powstała nietypowa poduszka z literami.

Niebieski kocyk z deliaktnym wzorkiem

   Kocyk powstał z nitki podwójnej, a na pomysł jego stworzenia wpadłam po zakupie książki "400 splotów na drutach".

  Pamiętam jak kilka lat temu zaproponowano mi zakup tej książki w prezencie, ponieważ jednak nie miałam możliwości zapoznania się z jej zawartością, zdecydowanie odmówiłam.  Miałam dość rozczarowań pozycjami, które kusiły pięknymi okładkami i interesującymi tytułami a ich zawartość stała  na odległym planie.

  W przypadku tej książki sprawa ma się odmiennie. Powiem wprost, jestem nią zachwycona, a to co mnie w niej szczególnie urzekło to dwojaki sposób prezentowania wzorów. Dlaczego jest to tak ważne? Ja jestem przyzwyczajona do mojego oryginalnego sposobu odczytywania wzorów, ale zauważyłam, że w różnych publikacjach sposób graficznego ich przestawiania, który zdecydowanie wolę, bywa różny. Korzystając z pierwszego wzoru tej książki skupiłam się na opisie słownym, którego zazwyczaj unikam.

  Do tej pory kupowałam najróżniejsze gazety, żeby tylko zdobyć opis wymarzonego wzoru, teraz w znacznym stopniu to ograniczę, ponieważ ta książka to prawdziwa skarbnica wiedzy. Zaskoczyła mnie szczególnie mozliwośc tworzenia pięknych wzorów, bez potrzeby krzyżowania oczek, a jedynie wykorzystując oczka prawe i lewe naprzemiennie. Do tej pory wyznawałam zasadę, że tylko warkocze mogą sprawic, że wyrób dziewiarski będzie wyglądał dekoracyjnie.

  Na początku tworzenia kocyka popełniłam błędy, myląc oczka prawe z lewymi i już miałam zamiar ocenić książke negatywnie, gdy odkryłam, że to ja pomieszałam oczka.
 Po wydzierganiu całego kocyka ozdobiłam go biała plisa wykonana ściegiem francuskim. 

Gdy poniesie mnie fantazja

  

  Kolejny raz sięgnęłam po książkę "Wzory irlandzkie. Robótki na drutach", aby wykonać czapkę podobną to tej (ZAPRASZAM TUTAJ). Ponieważ tym razem, miałam jej pozbawić dekoracyjnych liści, pokusiłam się o podwójną nitkę i druty 4 mm. 


  Rozradowana faktem, że będę musiała nabrać o wiele mniej oczek niż w przypadku poprzedniej wykonywanej nitką pojedynczą, zabrałam się ochoczo do dziergania. Praca wydawała się nieskomplikowana, a kiedy mój romb zaczął się zapełniać wzorem perłowym, nie zauważyłam, że rozrasta się on do niebezpiecznych rozmiarów. I tak dodawałam oczka, nadając kształt nausznikom, a kiedy etap ich powstawania minął i należało nabrać pozostałe oczka, nadal nic nie zaburzało mojego spokoju. Martwiłam się tylko jak zmieścić na czapce jak najwięcej warkoczy. 


 Zacierając ręce z radości, umieściłam pięć warkoczy z śmiałym zamiarem wprowadzenia kolejnych, gdy romb będzie się zmniejszał. I kiedy krzyżowałam kolejne oczka, postanowiłam, że czas, aby zobaczyć, jak moja w pędzie tworzona czapka wygląda na głowie. Ja już wielokrotnie wspominałam, że czapki są tymi elementami, których tworzenia uczyłam się najdłużej. Stanęłam przed lustrem, przymierzyłam czapkę i nadal łudząc się, że nie jest tak źle jak to wygląda, zaczęłam szukać innego modela. A gdy już znalazłam nadzieja zniknęła. W czapce popełniłam aż trzy błędy, które muszę teraz skorygować, ale aby to zrobić muszę spruć ja do wysokości mniej więcej 1/3 rombów. A oto moje błędy:


I ZA SZEROKIE NAUSZNIKI
które zajęły połowę głowy, a romby zdominowały warkocze


II ZA DUŻA LICZBA WARKOCZY Z PRZODU CZAPKI
w wyniku czego został ściągnięty obwód czapki i nauszniki znalazły się zbyt blisko siebie



III ZA MAŁY ODSTĘP POMIĘDZY NAUSZNIKAMI Z TYŁU GŁOWY
na zdjęciu poniżej widać miejsce, gdzie zaczęłam się brać za krzyżowanie oczek na warkocze zbudowane z dwóch oczek