środa, 17 września 2014

Szal kominowy "ściegiem telewizyjnym" oraz wspólne dzierganie i czytanie po raz czwarty.

 

   Czarny, klasyczny szal wykonuję ściągaczem patentowym. Tą wersję zubożyłam o 2 oczka w porównaniu do szala (ZAPRASZAM TUTAJ) wykonywanego z włóczki Polo Natura. Do obecnej robótki wybrałam włóczkeęKotek, podwójną nitkę  i druty 6,5 mm.

  Przywołując znane określenie "najciemniej pod latarnia" musze przyznac, że oświeciło mnie przy czarnej włóczce. Cała sprawa dotyczy mojego sposobu posługiwania sie nitką podwójną. Dotychczas dzieliłam motek na dwa oddzielne, mniejsze o identycznej wadze i dopiero wtedy łaczyłam nitki, powodując wędrówkę dwóch małych motków w nieokreslonych kierunkach lub też mając do dyspozycji wieksza ilośc, łaczyłam nitki dwóch motków fabrycznych.  Kończyło się to takim oto efektem. Mając do dyspozycji cztery fabryczne motki, dwa wykorzystywałam w całości, a dwa zostawały  mocno nadszarpnięte i co najgorsze szwendające sie w zapasach odzielnie. Pojedynczy motek zawsze dzieliłam na nierówne części. Jak z tego wybrnąc? Za cel bierzemy sobie operacje na jednym motku wyciagamy nitkę z środka motka (czyli z końca) i łącząc ją z początkową dziergamy,nie martwiąc się o wszelkie problemy wymienione powyżej. Wprowadza to większa harmonię do naszej pracy.



Mollie Gillen "Maud z Wyspy Księcia Edwarda"


  Zatopiona w życie wykreowane przez wlóczkę wciąż widzę chmurę pytań. Szukam  źródła marzeń i niemożliwych do nakarmienia tęsknot. Czy w wykreowanych, fikcyjnych bohaterach widzimy nierealistyczny, ale upragniony obraz siebie.

"Moja wyobraźnia była biletem wstępu do krainy marzeń." (s.17)

 "Ciekawe, czy Los jest rzeczywiście taki mądry. Czasem mam wrażenie, że jest ślepy, głupi i samolubny." (s.286) 

   Może zbyt idealistyczne dla nas książki, których strony przerzucamy z ogromną zachłannością, może fabuły filmów z szczęśliwym, nie obarczonym błędami zakończeniem, które z podekscytowaniem śledzimy, są wyrazem marzeń niespełnionych w życiu prawdziwym. Jak mówiła Emilka jedna z bohaterek Montgomery "każda rzecz, każda myśl, piękna czy brzydka, męczyły ją dopóty, dopóki nie przelała jaj na papier (...) wszystkie radości i smutki życia pochłaniały ją, domagając się, by swoim piórem nadała im kształt" (s. 79).  Tworzymy więc filmy by widzieć niepełnione marzenia, piszemy książki by czytac o złudzeniach, których musimy się pozbawić?


"Ci, którzy ze mną mieszkają, znają mnie taką, jaką im się wydaję. Ci, którzy mnie czytają, wiedzą jaka jestem." (s.130)

"...czy nie wolałby Pan byc różą przez dwa tygodnie niż piwonią przez całe życie?" (s.143)

  L. M. Montgomery umieszczając w jednej ze swoich ksiazek postac nauczyciela, który był wiernym odzwierciedleniem postaci istniejącej w rzeczywistości, była poruszona zarzutami dotyczącymi braku realizmu w postaci. Jak sama pytała: " czy dzieję się tak z powodu niedoskonałosci realnego świata, którego monotonia nie odpowiada naszej wyobraźni? A może prawda musi zawierać w sobie ziano fałszu, by można ją było zaakceptowac? " (s. 280-281).


"Szczęście nie jest przecież trwaniem nie zakłóconego spokoju, jak mi się kiedyś wydawało, ale wyboistą drogą, i należy dziękowac losowi, jeśli pozwoli nam ominąc problemy nie do rozwiązania." (s189-190)

"Bogowie nie pozwalają przezywac rozkoszy bezinteresownie, bo staja się tylko krótkimi chwilami szczęścia przed nadejściem trudnych dni." (s.229)

  Próbując przejśc opatrzoną lekiem i obawą granicę pomiędzy światem realistycznym a światem marzeń, gubimymy się we mgle, zatracając widok tego co jest najwazniejsze. Uciekamy, jednoczesnie odwracając wzrok pozbawiony nadzieji w kierunku mlecznej zasłony, gdzie za każdym ruchem kryje się wielka zagadka. 

"Kiedy jestem przygnębiona, szukam schronienia w marzeniach (...) Zrozumiałam, że oba te światy pozostają w ciągłym konflikcie, dlatego postanowiłam chronic świat snów przed realnością (...) Zrozumiałam wreszcie, że w tłumie nie warto szukac pokrewnych dusz." (s. 124)

"Trudno ukazywać ludzi dokładnie takimi, jakimi są. Szczegóły moga byc prawdziwe, ale całość jest fikcyjna." (s.169)

  Ludzie odchodzą, zapominają. Jesteśmy na ich drodze jedynie kamieniami, które czasem pozwalaja się zatrzymac, a w wiekszości przypadków stanowią przeszkodę.  Dlaczego nie walczymy i nie wyzwalamy siły z kamiania, nie poruszamy jego nieruchomymi i ostrymi krawędzami. Bezsilnośc nie istnieje, jesli sie jej nie poddamy. Jesli nie pozwolimy sobie wmówic, że nam nie wypada. A komu wypada, kto zyskuje przyzwolenie. Komu my pozwalamy decydopwac o Naszym zyciu? Jesteśmy marionetką czy kreatorem.

" Jeśli ktoś chce się przekonać, ile jest w ludziach zawiści, złośliwości i zła, nawet w tych, których uważał za przyjaciół, powinien po prostu napisać poczytną książkę lub zrobić coś, czego inni nie potrafią." (s.165)

"Istnieją ludzie, którzy czyjś sukces poczytują sobie za osobistą zniewagę. Zaczynają na wszelkie sposoby pomniejszać czyjeś zasługi i osiągnięcia i robią wszystko, aby osoba, przeciw której spiskują, dowiedziała się o ich opinii." (s.165)



11 komentarzy:

  1. Bardzo fajny pomysł z tą włóczką. Sama zawsze ważyłam motek, by podzielić go na pół. Szal z pod twoich rąk będzie na pewno piękny.

    OdpowiedzUsuń
  2. Czarne to czarne, zawsze potrzebne i zawsze się obroni. Też tak robię z podwójną nitką. Kiedy robię nitką pojedynczą też wyciągam ją ze środka :) Pozdrawiam cieplutko i zapraszam do siebie :) http://wharmonii.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja tak rękawy robiłam :) dwa na raz z jednego motka :)
    Książka widzę wciąga :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super te cytaty z ksiazki, szczegolnie ten ostatni o ludziach, ktorzy poczytuja cudzy sukces jako zniewage poruszyl mnie. Pozdrawiam serdecznie Beata

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja z jednego motka dziergałam dwa rękawy na raz.

    OdpowiedzUsuń
  6. Jesień za progiem!!! Najwyższa już pora chwycić za druty i zanurzyć się w dobrej lekturze :D
    Pozdrawiam ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja zawsze z jednego motka wyciągam jedną nitkę z wierzchu, a drugą od środka. I tak nie będą równe, bo przecież nitki się zwijają ze sobą ale przynajmniej nie trzeba sztukować i ważyć.

    OdpowiedzUsuń
  8. Patentowym robiłam swetry dla syna i ślubnego, to było wieki temu, gdy jeszcze mojej roboty swetry nosili ;-)
    Pamiętam,że duuuzo włóczki na nie wychodziło, ale były takie mięciutkie i przyjemne w noszeniu.

    OdpowiedzUsuń
  9. A czy ta nitka nie placze sie? Musze wyprobowac... Te ksiazke chcialam sobie kupic, moze jeszcze sie uda... Pozdrowienia!

    OdpowiedzUsuń
  10. O, to tak powinno się z dwóch nitek robić? Dobra rada, jak tylko będę coś podwójnego robić, na pewno skorzystam ;)
    Widzę, że to nie jest taka zwykła biografia, całkiem sporo złotych myśli ma, chociaż dla mnie są trochę za bardzo... hmm... sentymentalne...

    OdpowiedzUsuń
  11. Też tak robię, jedna nitka z góry, druga ze środka i motek robi się stopniowo coraz cieńszy. Nic się nie plącze i nie ucieka i jest git :)

    OdpowiedzUsuń