"Okrutna lekcja dla dziewczyny o romantycznym usposobieniu" czyli książki, które porzuciłam.

  

Karen Blixen "Pożegnanie z Afryką"

   Do wspomnień z Afryki sięgnęłam zachęcona pochlebnymi opiniami i medialnym sukcesem filmu. Przyznam, że ksiażki nie skończyłam, nie dotrwałam nawet do półmetka, w przebrnięciu przez jej strony nie pomogła nawet nużąca podróż pociągiem. Nie moge zarzuc jej zastosowanie słabego języka czy też banalnych opowieści, jednak spodziewałam się historii opisanych z niesamowitym polotem, zaskakujących, opatrzonych bogatymi dialogami. W tych punktach rozminęłam się z autorką. Nie mniej jednak zachecona obsada aktorską w ekranizacji, gdzie szczególnie zwróciłam uwagę na Roberta Redforda, mam zamiar poświecic się jesiennemu seansowi, do ksiażki już jednak nie wrócę.


Leena Parkkinen  " Ty pierwszy, Max"  


  Kolejna nie dokończona lektura, która momentami rozpalała we mnie iskrę nadzieji, jednak zawsze za małą by rozpalic ogień niemożliwego do ugaszenia zainteresowania. Brnąc przez kolejne słowa książki czułam jakbym czytała scenariusz telenoweli, COŚ się działo, ale ja pragnełam CZEGOŚ, co pozwoli mi wręcz z zachłannością łaknąc kolejnych stron. Opowieśc o braciach syjamskich ukazała mi samotnośc jednego z bohaterów, mniej przebojowego, wycofanego i bardziej złożonego w swej osobowosci, jednak to za mało, abym chciała przekonac sie o jego dalszych losach.


PRZEJDZMY DO ROBÓTKI...




    Rozpoczęłam robienie czapki, rozdzieliłam faliste warkocze wzorem perłowym i nadszedł czas na wytknięcie błędów.  Po wykonaniu próbki obliczeniowej, jak sie okazuje błędnej, nabrałam zamaszyście 62 oczka na druty 6,5 mm.  Zrezygnowałam z pomocy drutów z żyłką, które zapewne uchroniłyby mnie od tworzenia za dużej czapki. Gdy zdecydowałam sie jednak na przełożenie oczek z drutów prostych na druty z żyłką, okazało się, że jedyne co mogę zrobic to spruc całośc. Na druty nabrałam aż 14 oczek za dużo. 




Kiedy plan, który spalił na panewce, powraca do gry.

 
 Zaplanowałam stworzenie włóczkowego opakowania, które nada osobisty wydźwięk nieskomplikowanej zawartości. Moim głównym zamierzeniem było przemycenie dwóch przewodnich kolorów czyli czystej bieli i temperamentnej czerwieni. 


  W soczystym kolorze czerwonej porzeczki poszukiwałam skrzętnie skrywanej tajemnicy, inspiracji dla całości. Jednak kiedy wyobraźnia sfrunęła z hukiem na ziemię, poczuła twardy bruk rzeczywistości. 


   Z niezrozumieniem odrzuciłam pierwotne warkocze, przestałam snuć idealistyczne wizje na temat krwistych kropli deszczu spadających na śnieg. Pozbawiona skrzydlatych pomysłów zaczęłam twardo stąpać po ziemi.


   Bez zbytniego entuzjazmu połączyłam trzy nitki, aby machinalnie tworzyć warkocze, których sploty nie płynęły, a oczka nie rysowały ścieżek przyszłości. Ucięłam ten scenariusz, zgniotłam szlochające karty. 


   Napisałam kolejny prosty, dla banału, dla spokoju, od którego wzrok wciąż odrywałam. Wyciągnęłam pomięte karty starego scenariusza i połączyłam z prostotą. 


  Dodałam nuty dziecięcej radości.


Warkoczowy szal ściągaczem patentowym oraz wspólne dzierganie i czytanie po raz piąty

    Poprzez zatopienie w grzywiastych falach ściągacza patentowego, bambusowych łódek (druty 5,5 mm) stworzyłam krótki komin.


  Gdy sięgam po druty, świat się zatrzymuje, jest nieporuszony niczym obraz za oknem pociągu życia. Pęd nieprzerwany pcha mnie w nim do przodu, nie dając szansy na użycie alarmującego hamulca bezpieczeństwa. Za oknem niewzruszona topola, nieruchomy krzew, budynek okaleczony zębem czasu, gdzie tynk nadziei rozbity na części już nigdy się nie podniesie. A nad tym zachód nieograniczony słońca i człowiek zamknięty w pociągu życia bez możliwości wyjścia. 
   Kiedy czytam wypływam łódką tajemniczej euforii na ocean marzeń. Tam niespokojny i ciemny wiatr nicości rzuca moją łodzią, łamiąc wiosła ideałów, zostawiając kikuty pozbawione mocy, niczym szczątki drzewa po uderzeniu pioruna. Szukam w misternie układanych słowach pomocy, a spokój wiruje w niespokojnym seansie życia i śmierci. Tym razem moja łódź dryfuje między stronicami  "Znachora"

T. DOŁĘGA - MOSTOWICZ
"ZNACHOR"
Źródło (ZAPRASZAM TUTAJ)

" Bo dno każdej tragedii to głupota." (s. 29)

" Podłe jest życie, a ja mam pecha. Brzydzę się wszelkimi sentymentami, to właśnie los musi wiecznie rozrzucać na mojej drodze różne ofiary sentymentów. (...) Jednego maczuga z nóg nie zwala, drugi się pośliźnie na pestce od wiśni i łeb sobie roztrzaska." (s. 29)



"Twardy musisz być. Jak wielkie drzewo. Gdyby Cię z kory obłuskano, porósłbyś nową, gdyby ci gałęzie obcięto, wyrosłyby nowe... Ale ot, wyrwało cię z korzeniami z gruntu.(...) Najsilniejsze korzenie nic nie pomogą, jeżeli nie maja się czego trzymać". (s.30)