Bez krzyżowania oczek czyli prosta czapka.


 CZAPKA 1 - LISTOPAD 2014


  Czapka bez warkoczy i wzorów wrabianych to u mnie rzadkość. A przecież tworzenie wzorów przez oczka prawe i lewe również ma swój urok. Tym razem skupiłam się na zygzakach. Jak zwykle wyzwaniem było redukowanie oczek. Szybko wpadłam na pomysł, aby wyznaczyć umowne żeberka przy rozpoczętych zygzakach i redukować oczka po ich bokach. Tym sposobem w co drugim okrążeniu znikało 12 oczek, a moje zygzaki przeistoczyły się w liście. 



Szalik w zygzaki i zużyte słowo "Kocham Cie"




  Szalik powstał z połączenia granatu i intensywnej żółci. Aby nadac mu lekkości wybrałam ściągacz patentowy. Oszczędziłam sobie ozdabianie go frędzlami i wszelkimi zbędnymi dodatkami. Jest dekoracyjny w swojej prostocie. Po etapie szalików dla kibica dzierganie takiego szalika to prawdziwa przyjemność, pozbawiona czasochłonnego wciągania nitek i ścisłego trzymania się wzoru. Ale chyba już czas na powrót do trudniejszych projektów...


Dane techniczne:
a) włóczki
- nitka potrójna Kocurek, 100 g/520 m, 100% akryl, kolor żółty,
- nitka podwójna Kotek , 100 g/ 300 m, 100% akryl, kolor granat,
b) druty proste 4,5 mm
d) liczba nabranych oczek: 18 o. + 2 o.b.,
e) wzory: ściągacz patentowy (angielski)



Ernest Hemingway "Pożegnanie z bronią"  PIW
Jak Hemingway doprowadził do zużycia słowa "Kocham cię"


  Zaczęło się od filmu "Miłość i wojna" będącego ekranizacją książki "Pożegnanie z bronią". Utonęłam w wirze historii pachnącej nie nakarmioną tęsknotą i ciągłym poszukiwaniem. Chłonęłam każdą minutę, obawiając się jaki los okaże się okrutny w kolejnej sekundzie. 

" ... nikt nie robi tego na co ma ochotę, bo nigdy mu się to nie udaje." (s.15)

  Zafascynowana historią przedstawioną w filmie, siegnełam po książkę, wyciagnietą z kurzu zapomnianego antykwariatu. Do przeżycia ponownej tęsknoty, zagłębiając się w pożółkłe strony, podchodziłam dwa razy, ale żadna z prób nie okazała się owocna. 

 
"... nie trudno pokierowac życiem, jak się nie ma nic do stracenia" (s. 142)

     Finał książki jest tragiczny (nie będę zdradzała szczegółów), ale sposób pisania Hemingwaya skutecznie zniechęca mnie do dalszego czytania i przerzucania stron z nieskrywanym zaciekawieniem.  Nie porwały mnie dialogi i opisy. Nie zauroczyła zimna postac ukochanej kobiety, a nadmierne używanie słowa "Kocham cię" w suchych dialogach pozbawiło go wyjątkowości.  Książka więcej szans nie dostanie, ale pozwolę sobie na oczarowanie filmem...

"Świat łamie każdego i potem niektórzy są jeszcze mocniejsi w miejscach złamania. Ale takich, co nie dają się złamać, świat zabija."

Sweterek z motywem liści

   

  Rozpoczęłam od wykonania przodu z motywem liści. W tym przypadku pokusiłam się o wkomponowanie białych i błękitnych elementów na mocnym niebieskim tle. Z powodu planowanego kaptura, wykonując podkrój pod szyję, nie zamykałam oczek, a przekładałam je na drut zapasowy. Tył powstał w podobnym stylu, ale ograniczyłam się do wkomponowania jednego koloru liści.  Nie zamykałam tez oczek na ramiona, a połączyłam je szwem dziewiarskim, aby uzyskac niewidoczny brzeg.


  Cały sweterek powstał przy pomocy trzech kolorów nitki podwójnej na drutach 4 mm. Kiedy zamarzyłam o kapturze postanowiłam wyrobic oczka z brzegów dekoltu. Chciałam tak zaplanować rozmieszczenie liści, aby nie znalazły się one w miejscu szwów, które zazwyczaj tworzę gdy dziergam kaptur z trzech elementów. Założyłam sobie, że częśc środkową kaptura utworzą białe liście, ułożone jeden nad drugim, a części boczne liście w dwóch kolorach ułożone po przekątnej.  



  Po wkomponowaniu dwóch poziomów liści na całej szerokości kaptura, odłożyłam oczka bocznych części i skupiłam się na części głównej wrabiając jeszcze jeden biały liść. Następnie całość zszyłam machając igłą pomiędzy wolnymi oczkami części bocznych i oczkami brzegowymi cześci środkowej


  Nadszedł czas na rękawki i proste usytuowanie dwóch liści w odmiennych kolorach na zgięciu rękawa. 


  Cały sweterek zyskał niebieskie plisy ściągaczowe, natomiast kaptur został opatrzony plisą wykonaną ściegiem dżersejowym prawym, który zamknął w swoim wnętrzu sznurek, a końcu którego zrobiłam guzki. 


Wciągnęłam 243 nitki w tym:
- 139 niebieskich,
- 60 błękitnych,
- 44 białych,


Dziergając zimową jesień z Patricem Swayzy

 
Lisa Niemi Swayze "Walczyłam o Patrica"
   Zaczęłam szukać natchnienia w długi weekend. Przeglądałam wzory warkoczy, plecionek, żakardów, ale żaden z nich nie przemówił do mnie w stopniu, który wywołałby fale entuzjazmu i zmusił do działania. Postanowiłam sobie odpuścić i zagłębiłam się w analizę technik zawartych w książce o drutach, o którą niedawno wzbogaciłam swoja biblioteczkę. Nie byłam do końca przekonana, czy kolejna książka "o tym samym" jest mi niezbędna do życia, ale kiedy zobaczyłam wzory liści uznałam, że mój wybór był idealny.



  Pragnęłam aby liście były kolorowe, ale jednocześnie komponowały się z tłem. Skazałam się z tego powodu na wciąganie mnóstwa nitek (wszystkie uporczywie czekają na ten proces). Mogłam pójść na łatwiznę i zrobić cały sweterek w jednym kolorze, ale uważam, że lekko uwypuklone liście  w odmiennym kolorze, wykonane ściegiem dżersejowym prawym, na tafli ściegu dżersejowego lewego wyglądają zjawiskowo.


 Dziergając przód i tył zamarzyłam o kapturze, koniecznie z motywami liści, co jednocześnie oznaczało anty marzenie o wciąganiu kolejnych nitek...



Lisa Niemi Swayze "Walczyłam o Patrica"

Lisa Niemi Swayze "Walczyłam o Patrica"

   Marzyłam o lekturze książki od momentu, kiedy przeczytałam pierwszy jej fragment w jednym z internetowych artykułów. Trudny i bolesny temat odchodzenia, naznaczony niestrudzoną walką od momentu diagnozy przyjętej z niedowierzaniem, pokazany oczami żony Patrica Swayzy. 


"Nowotwór nie dyskryminuje nikogo. Niszczy każdego, kto znajdzie się na jego drodze." (s.69)

  Dawno nie czytałam tak obezwładniającej książki bez happy endu, pokazującej okrutny realizm i ostatecznie zgodę na odejście ukochanej osoby. Niedowierzanie przeplata się w tej książce z nadzieją, radością kolejnego dnia, a kończy brakiem pocieszenia, bo czas leczy rany, ale nigdy do końca.

"Przywoływanie w pamięci szczęśliwych chwil bywa trudniejsze, bardziej bolesne niż wspominanie tego, co było złe." (s.135)

  Pierwszy raz zobaczyłam Patrica Swayzy w zakazanym dla mnie serialu "Północ-Południe". Po przeżyciu jednego z odcinków i zakazie ze strony rodziców dotyczącego zagłębiania się w kolejne, za zamkniętymi drzwiami, gdzie dobiegały mnie tylko wyciszone dźwięki muzyki,  przekładając bajki pomiędzy które wkradł się atlas ryb, zastanawiałam się czy tym razem Orry spotka się z Madaline W Kaplicy Zbawienia. 

"W momentach złych twardniejemy jak stal, hartujemy się i z pokorą, wytrwale ciągniemy swoje ciężary, byle dalej. W chwilach szczęścia łagodniejemy, odsłaniamy się... stajemy się bezbronni." (s.137)

  Po latach bez skrepowania śledziłam ich losy, a potem sięgnęłam po książkę, w której Orry wydał mi się niezdarnym i nieśmiałym mężczyzną, znacznie odbiegającym od postaci wykreowanej przez film. 

"Świadomość przychodzi w taki sposób, że prawie sobie tego nie uświadamiamy. Dziej się to na takim poziomie percepcji...że staje się częścią twojego jestestwa. Czy to ma sens? Dzieje się, zanim sobie to uświadomisz." (s.221)

  Będąc w siódmej klasie szkoły podstawowej (co brzmi dziś dość archaicznie) leżąc na łózko z podręcznikiem do biologii, śledziłam "Dirty Dancing" i zastanawiałam się dlaczego nikt wcześniej nie pokazał mi tego filmu. Jak można przypuszczać, nie mogłam skupić się na nauce i z mocnymi wyrzutami sumienia, ale z zapartym tchem śledziłam film. 

"Wpojono nam, że tak długo jak istnieje życie, istnieje też nadzieja. A śmierć łamie wszystkie zasady." (s.313)

  W trakcie choroby Swayzy zagrał w serialu "Bestia" i napisał autobiografię "Time of my life". I do końca starał się żyć pełnią życia.

"Słowa są wyjątkowo marnym substytutem wielkich uczuć" (s.323)