środa, 3 grudnia 2014

Dumając nad "Co się wydarzyło w Madison County" dziergam jesienny kocyk.


Kocyk w liście


------------------------------------------------------------------------------------------------------------


  Motyw minimalistycznych liści wprowadzony do sweterka (ZAPRASZAM TUTAJ), wplotłam w jednokolorowy spokój kremowego kocyka. Nakreśliłam jego charakter, zabierając czarne myśli. Nauczona doświadczeniem z wcześniejszego projektu, zadbałam o to, aby główny motyw liścia był oddzielony od brzegów dwoma oczkami lewymi. 
   To zaskakujące jak czasem poszukujemy wyszukanych i pracochłonnych wzorów, próbując udowodnić coś na siłę, kiedy piękno kryje się w prostocie, w niewzburzonej tafli oczek lewych, gdzie cichą burzą wchodzą sprzeczne sploty oczek prawych.  Gdzie nie walczę z kilkoma drutami do warkoczy, bijącymi się o palmę pierwszeństwa, a kołysze oczka na jednym drucie zapasowym, wskazując im ich miejsce.
   Słucham obietnic oczek krzyczących się wielokrotnie i burzę moje myśli na widok nierównych oczek. A mimo to wciąż słucham... mimo zawodu, znów daje im szansę... wielokrotną.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------


------------------------------------------------------------------------------------------------------------

   Z czasem zabieram szanse sobie, ale nigdy im. Rezygnuję z wielu barw, zakładając że w stonowanej monotonii mocniej krzyczy zaskakujący i nieprzewidywalny element. Daję wyraz marzeniom.

------------------------------------------------------------------------------------------------------------


------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Robert James Waller 
"Co się wydarzyło w Madison County",
 Prószyński i S-ka, Warszawa 1994



  Historia nie obarczonej interesownością miłości, miłości o chłodnym spojrzeniu niezrealizowanych marzeń, miłości która nigdy nie powinna się przydarzyć statecznej Francesce i wiecznemu wędrowcowi Robertowi. Po latach jego serce przykrył kurz wątpliwego pogodzenia z losem, który nadal miał barwę oczekiwania. Czy w końcu pogrzebał nadzieję?

" Analiza wszystko niszczy. Są sprawy magiczne z natury, które muszą pozostać nienaruszone. Jeśli podzieli się je na części, znikną." (s. 46)

"...dawne marzenia były dobrymi marzeniami i chociaż nie spełniły się, cieszę się, że kiedyś je miałem." (s. 49)

  Skrupulatny minimalizm miłości tych dwojga pozbawiony przymusu i presji realiów pozwolił na odejście w nietrwały świat nieskazitelnych kropel rosy muskających w subtelny i pozbawiony mechaniczności sposób. Gdy On za jej przyzwoleniem odszedł, rosa dla niej wyschła, a spacer, po suchej łące, gdzie bose stopy drapane były już tylko przez ostre krawędzie trawy, przywodził na myśl bolesną tęsknotę za niezapomnianymi chwilami. 

"Wstrzemięźliwość w ożywianiu przeszłości to była sprawa przetrwania." (s. 102)

"... w świecie dwuznaczności taka pewność uczuć przychodzi tylko raz." (s.112)

       Kierowani odwagą do wyjścia sobie naprzeciw i stworzenia siebie na nowo, skazali się na dożywotnie czekanie na odpowiedni moment by znacząc żyć nie krzywdząc innych. Czy ten moment nadszedł? Czy na pewno czekali oboje? Można wnioskować, że Robert czekał... na rozpoczęcie nowego życia, bo stare rozdziały miał już dawno pozamykane. W jego księdze przeszłości, większość kart była spalona i tylko skrawki nadpalonego papieru i litery będące szczątkami dawnych słów i zdarzeń, przypominały, że kiedyś miał normalne życie. A Francesca? Jej księga nie była spalona, inaczej, ona nie chciała jej palić. Nie chciała tworzyć szczęścia na zgliszczach.  Czekała ich droga wiecznej tęsknoty i czekanie... i ponowne czekanie po czekaniu...

"Każdy okruch wspomnień obracała w pamięci po kilka razy." (s.121)

   Zostawił dla niej otwarte drzwi do swojego świata, ona tego nie uczyniła w obawie, że będzie to impulsem do dalszych zmian. Wzorcowe szczęście rodziny wynagrodziło jej samotność. Dla swoich dzieci zostawiła testament, pamiętniki w których opisała to co przeżyła i dlaczego nigdy nie odeszła do Roberta.
  Film zamyka historie, ale na kartach "Tysiąca polnych dróg" ożywa historia sprzed i po czterech pamiętnych dniach.

Kadry z filmu "Co się wydarzyło w Madison County"
(ang. "The Bridges of Madison County")  



  Francesca robiąca na drutach 


13 komentarzy:

  1. Twój kocyk już jest piękny. Podziwiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Książkę z przyjemnością przeczytałam już po obejrzeniu filmu.
    Świetny kocyk.

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam ten film z Meryl Streep , książkę czytałam później, więc nakładały mi się filmowe obrazy na słowa.
    Kocyk przepiękny !

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięknie wyglądają te liście. I masz zupełną rację - szukamy skomplikowanych wzorów, a tymczasem nie mniejsze piękno jest w prostocie...

    OdpowiedzUsuń
  5. Kocyk świetny. Prostota zazwyczaj się sprawdza, bo przecież proste wcale nie znaczy oczywiste :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Widziałm film, książka ciągle stoi na półce, ajkoś nie mogę się zmobilizować :)Kocyk bardzo ładnie się zapowiada :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Piękny wzór z poetyckim opisem. Pozdrawiam cieplutko i zapraszam do siebie :)
    http://wharmonii.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Wspaniały koc! W zupełności zgadzam się z tym, co napisałaś o pięknie kryjącym się w prostocie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. To będzie piękny kocyk.
    I równie pięknie ubierasz w słowa emocje i myśli.
    Pozdrawiam serdecznie.
    Trafiłam od Maknety:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Kocyk zapowiada się piękne! W prostocie formy i koloru kryje się prawdziwa uroda rękodzieła.

    OdpowiedzUsuń
  11. Śliczny kocyk.Gdzie można znależć ten wzór.

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak Ty pięknie piszesz - i o "drutowaniu" i o książce :-)

    OdpowiedzUsuń