piątek, 6 listopada 2015

Jak złamałam druty i co pozytywnego z tego wynikło :)



   Odkąd miałam moje pierwsze druty notorycznie na nich stawałam i siadałam prowadząc do ich deformacji. Nie przejmowałam się tym zbytnio, ponieważ wtedy posiadałam tylko druty aluminiowe, które z łatwością mogłam odgiąć. Wszystko zmieniło się kiedy kupiłam swoje pierwsze druty bambusowe 5,5 mm. Polubiłam komfort pracy z nimi i wiedziałam, że tych drutów nie mogę tak zaniedbywać. Marzyłam, żeby cała moja kolekcja drutów była bambusowa. Trzy lata później kupiłam kolejne druty bambusowe 6,5 mm (marzyłam o 6 mm, ale nie były dostępne). Te już nie były tak perfekcyjnie wykonane i trochę czasu zajęło mi zanim druty były całkowicie gładkie. Dodatkowo zafarbowałam je włóczką w kolorze morskim. Mimo tych wszystkich negatywnych odczuć moje pierwsze bambusy zostały moimi ulubionymi drutami. W końcu stara miłość nie rdzewieje, co najwyżej może spłonąć.


  Mimo że już rok temu powiększyłam moją kolekcję o  druty bambusowe 2 mm to ich premiera nastąpiła dopiero w trakcie realizacji kalendarza adwentowego. Przy tym tez projekcie nastąpiła katastrofa. Nie wiem jak i nie wiem dlaczego. W sumie zemściło się na mnie to, że wszędzie zabieram ze sobą druty i książki licząc, że uda mi się ukraść odrobinę czasu na wykonanie kilku rzędów lub przeczytanie kilku stron. O ile w przypadku książek to się udaje bardzo często, to w przypadku drutów nigdy. Więc po co je zabieram ze sobą?


  Kiedy tego feralnego dnia otworzyłam torbę i zobaczyłam druty w nienaturalnej pozycji już wiedziałam, że coś jest nie tak. Z niepewnością i strachem wzięłam druty w dwa palce i z niedowierzaniem uniosłam. Pierwszy drut złamany w dwóch miejscach, a drugi w jednym. To się nadziergałam. Pożałowałam, że taszczyłam robótkę ze sobą. Całe szczęście mimo złamania na drutach nadal da się tworzyć, ale jedynie drobne elementy. Nie wyglądają zbyt estetycznie, ale jeśli zrobię im ładne końcówki to mimo rożnej długości będą funkcjonalne.


  Ale tak naprawdę chciałam wspomnieć o częściach tylnych złamanych drutów. Jak wiadomo nic nie może się zmarnować. Dlatego pierwszy raz w tym roku będę miała bombkę dziewiarki. 

W tym celu potrzebujemy:
- styropianową bombkę (moja jest już obdziergana)
- mini druty, które z powodzeniem można też wykonać z wykałaczek
- oraz wykałaczki. 

  Ponieważ chcę aby moja bombka wyglądała jakby była przebita przez druty to z jednej strony wbiłam moje połamane druty, a z drugiej wykałaczki. Na jednym z fragmentów drutów zachował się nawet wyryty napis 2 mm. 
  

5 komentarzy:

  1. Szkoda drutów, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo ciekawy pomysł na wykorzystanie połamanych drutów. Ja póki co łamię tylko szydełka.

    OdpowiedzUsuń
  3. Łaaaaaaaa ale kapitalny pomysł.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie ma tego złego.
    Bombka dziewiarki śliczna!

    OdpowiedzUsuń
  5. Świetny pomysł i efektowny w wyniku. No ale drutów szkoda.

    OdpowiedzUsuń